Czy Polska awansuje na Mundial 2026?

buty do pilki i pilka

Wszyscy wierzą, że reprezentacja Polski wywalczy awans na kolejny w swojej historii mundial. Jakie ma szanse i co da jej zajęcie drugiego miejsca w grupie eliminacyjnej?

Szanse Polski na awans

Czy Polska awansuje na mundial? Analiza odpowiedzi na to pytanie dokonuje się chyba w każdym polskim domu, który przy okazji wszystkich spotkań reprezentacji Polski wiernie zasiada przed telewizorem, by oglądać Biało-czerwone „Orły”. Tysiące kibiców zasiadają też na trybunach stadionów w Warszawie i Chorzowie, by wspierać państwową reprezentację w walce o awans na turniej mistrzostw świata, który odbędzie się w przyszłym roku w Stanach Zjednoczonych, Meksyku oraz Kanadzie. Dla Polaków byłby to trzeci mundial z rzędu — po Rosji w 2018 i Katarze w 2022. W tym pierwszym przypadku zespół prowadzony przez Adama Nawałkę zawiódł i nie wyszedł nawet z grupy. W tym drugim — selekcjoner Czesław Michniewicz wykonał swoją robotę, awansował do fazy pucharowej, gdzie potem kadra uległa późniejszemu finaliście, czyli Francji.

Żeby przeżywać takie emocje ponownie, Polska musi przebrnąć przez eliminacje MŚ 2026 w strefie europejskiej (UEFA). Jak wiadomo, trafiła w nich do grupy G, gdzie z marszu jej głównym celem było zajęcie drugiego miejsca, które daje prawo do gry w barażach o awans, które odbędą się w marcu 2026 roku. W ramach eliminacji na naszym kontynencie wszystkie biorące w nich udział reprezentacje zostały podzielone na 12 grup eliminacyjnych. Połowa z nich zawiera pięć zespołów, a połowa — cztery. To wszystko sprawka rozgrywek Ligi Narodów, których faza play-off odbywała się w czerwcu 2025 roku. Wówczas te pięciozespołowe grupy… zaczęły już zmagania eliminacyjne, które ruszyły w marcu. Właśnie w jednej z takich grup znaleźli się podopieczni Michała Probierza, który — jak wiemy — nie dotrwał do końca eliminacji w swojej grupie. Odszedł z kadry w czerwcu, a po kilku tygodniach poszukiwania zastąpił go trener Jan Urban.

W trakcie eliminacji bezpośredni awans na MŚ 2026 został przeznaczony tylko dla tych drużyn, którym uda się zajęcie pierwszego miejsca w stawce. W zdecydowanej większości z nich — tak jak to bywa w ostatnich latach — występuje wyraźny faworyt, pokroju Anglii, Portugalii, Francji czy Belgii. Tak też jest w przypadku grupy G, gdzie Polska musi rywalizować z Holandią. „Oranje” trafili do tej grupy, będąc przegranym ćwierćfinału Ligi Narodów, w którym mierzyli się z Hiszpanią. Gdyby wygrali — Biało-czerwoni zagraliby właśnie z aktualnymi mistrzami Europy, znakomitymi „La Furia Roja”. Z dwojga złego więc… lepiej w drodze do mistrzostw świata jest chyba rywalizować z Holandią, choć w praktyce niewiele to zmienia.

To właśnie bowiem „Pomarańczowi” są przewidywani na bezpośredni awans z grupy G, na co eksperci dają im 99,9 procent szans! Nie jest rzecz jasna tak, że reprezentacja Polski nie ma po swojej stronie żadnego scenariusza na wyprzedzenie giganta z Niderlandów, ale zakrawa to o cud. Szanse Polski są w tej kwestii naprawdę nikłe. W tej chwili, tj. przed listopadową serią spotkań, które zakończą kwalifikacje MŚ 2026 w Europie, zespół selekcjonera Urbana ma o 3 punkty mniej niż Holandia. Obie drużyny mają też do rozegrania dwa mecze, z których pierwszy… odbędzie się w Warszawie na Stadionie Narodowym! Polska może więc zrównać się punktami z „Oranje”, jeśli uda jej się z nimi wygrać. Musiałaby jednak liczyć na to, że uda się wyprzedzić Holendrów po ostatniej serii gier. Ci musieliby potknąć się z Litwą u siebie, zaś reprezentacja Polski — wygrać na wyjeździe z Maltą (od biedy zremisować, jeśli „Pomarańczowi” by jakimś cudem przegrali). Scenariusze te są jednak wyjątkowo mało prawdopodobne.

Jeśli natomiast Polska pokona Holandię — co samo w sobie jest zadaniem szalenie trudnym, choć pierwszy mecz tych ekip zakończył się remisem — i potem zanotuje taki sam rezultat jak ona w ostatnim meczu, zakończy zmagania grupy G z taką samą liczbą punktów co faworyci. Wtedy o miejscu zadecyduje bilans bramek, a ten zdecydowanie lepszy mają „Oranje”. Jest to różnica nie do przegonienia, bo to aż 13 trafień na korzyść zespołu selekcjonera Ronalda Koemana. W praktyce nikt nie ma wątpliwości, co to oznacza. Sport widział w swojej historii różne wywroty w tabelach, ale tutaj przegrany ćwierćfinału Ligi Narodów z Hiszpanią ma wszystkie karty po swojej stronie.

Wszystko więc sugeruje, że eliminacje do mistrzostw świata w Ameryce Północnej reprezentacja Polski zakończy w marcowych barażach. To tam rozstrzygną się losy czterech ostatnich uczestników MŚ 2026 rodem ze Starego Kontynentu, którzy zawitają w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz Meksyku. Rozgrywane w marcu play-offy zgromadzą 16 drużyn podzielonych na cztery ścieżki po cztery w każdej. Dostanie się do nich 12 ekip z drugiego miejsca w tabelach swoich eliminacyjnych grup — w tym zapewne Biało-czerwoni z grupy G — oraz 4 ekipy korzystające z Ligi Narodów. Zanim odbędzie się losowanie, wszystkie reprezentacje zostaną podzielone na koszyki, które zostaną utworzone na podstawie aktualnego rankingu FIFA. I tak oto w półfinale baraży ktoś z pierwszego koszyka zagra z kimś z czwartego koszyka (tam znajdą się drużyny, które szans w barażach otrzymały poprzez opcję awaryjną Ligi Narodów), a reprezentacja z drugiego koszyka — z tą z trzeciego koszyka. Oczywiście zwycięzcy par trafią do finału baraży, którego wygrany wywalczy awans na mundial w 2026 roku.

Na ten moment jeszcze nie wiadomo, jakie losowanie będzie miała Polska. Nie wiadomo nawet, czy reprezentacja Polski będzie losowana z pierwszego koszyka, bo cały czas nie jest znany pełen skład barażowiczów. Pewne rzeczy są bliskie pewności, jak chociażby występ Szwecji w czwartym koszyku (dzięki Lidze Narodów, fatalnie idzie im w eliminacjach) czy gra Włochów w pierwszym koszyku (w swojej grupie kwalifikacji MŚ 2026 oglądają plecy Norwegii). Przed listopadowymi spotkaniami Polska z grupy G jest w koszyku numer jeden, ale może jeszcze zsunąć się do drugiego. Z tego powodu nie wiadomo, na kogo trafi. Dlatego też, że Polska awansuje na MŚ 2026, jest bardziej prawdopodobne, jeśli będzie w najlepszym koszu. Wtedy na pewno nie zagra z Włochami, które losowane z tego samego koszyka trafią do innej ścieżki barażowej.

Co działa na polską korzyść, to że ekipa Jana Urbana zna już smak awansu ścieżką baraży. Jeszcze za Michała Probierza dostała się tak na Euro 2024 (w play-offach wystąpiła dzięki Lidze Narodów, bo w grupie zawiodła), a za Czesława Michniewicza wywalczyła w ten sposób mundial w 2022 roku. Polacy mają więc realne szanse na zakwalifikowanie do prestiżowego turnieju, ale kluczowi będą przeciwnicy, jakich trafią w play-offach.

Jak radzą sobie rywale Polski?

Rzecz jasna to, czy reprezentacja Polski awansuje na MŚ 2026, w znacznej mierze zależy też od tego, jak poradzą sobie przeciwnicy. Patrząc jednak na tabelę grupy G, wiadomo już, że… nie mają oni większego znaczenia. Eksperci oceniają szanse Polski na drugą lokatę na 99,8 procenta, co oznacza niemalże pewność. Holandia — jak opisaliśmy wyżej — raczej nie zostanie przeskoczona, a pozostali przeciwnicy nie zagrożą już Biało-czerwonym.

Drużyny Litwy oraz Malty od początku były chłopcami do bicia w grupie G. Jasne, stawiały się twardo, robiły problemy i — głównie nasi sąsiedzi — unikali do tej pory pogromów, lecz nie przełożyło się to na dorobek punktowy. Obie te reprezentacje nie zanotowały jeszcze żadnej wygranej i prawdopodobnie z okrągłym zerem zwycięstw zakończą te eliminacje. Nawet między sobą nie osiągnęły pełnego sukcesu, bo padły dwa remisy… Litwie udało się jednak zremisować z Finlandią (która pluje sobie za to w brodę) i stracić zdecydowanie mniej bramek niż Malta, która została przede wszystkim zdemolowana przez Holandię 8:0, a potem jeszcze 4:0 w rewanżu. Wyspiarze przed finałową serią gier mieli tylko jednego gola strzelonego!

Jedyną siłą, która — prócz Holandii — mogła zagrozić reprezentacji Polski, była Finlandia. „Puchacze” pokonali nawet w Helsinkach Polaków, co przypieczętowało odejście selekcjonera Probierza (zbiegło się to z fatalną atmosferą w reprezentacji, aferą z Robertem Lewandowskim itp.). Finowie jednak zawalili sprawę, bo w 2. kolejce zremisowali na wyjeździe z Litwinami, mimo że bardzo szybko prowadzili w Kownie już 2:0! To była spora niespodzianka. Potem natomiast ekipa z północnej Europy przegrała na Stadionie Śląskim w Chorzowie 1:3, z Polską już Jana Urbana, wskutek czego oddaliły się jej marzenia o mundialu. Tym bardziej że Polska zremisowała w Rotterdamie z Holandią, zdobywając cenny punkt.

Przed listopadową przerwą na reprezentacje Finlandia ma tylko iluzoryczne, iście matematyczne szanse na awans. Przede wszystkim, w przeciwieństwie do „Orłów”, zagra tylko jeden mecz. Najpewniej zdobędzie w nim komplet punktów, bo rywalem będzie Malta u siebie. Teoretycznie więc „Puchacze” mogą zrównać się z Polakami, którzy mają 3 „oczka” więcej. Raczej niewiele im to da, bo nawet jeśli reprezentacja Polski ulegnie „Oranje”, to na koniec także ma spotkanie z Maltą. Wystarczy, że zdobędzie z nią chociaż punkt, a Finlandia zostanie za jej plecami.

Można oczywiście założyć bardzo mało prawdopodobny, wręcz abstrakcyjny scenariusz, w którym podopieczni Urbana przegrywają zarówno z Holandią (realne), jak i Maltą (nierealne), a Finowie pokonują wyspiarzy. Wtedy zmagania eliminacyjne obie reprezentacje zakończą z takim samym bilansem punktów, ale… wówczas będą się liczyć gole. Polska ma zdecydowanie lepszy bilans bramek niż Finlandia (tak jak Holandia ma lepszy od Polski), bo różnica wynosi 11 trafień na korzyść Biało-czerwonych. To w praktyce oznacza, że Finowie musieliby nastrzelać Maltańczykom… kilkanaście goli (!), jeśli chcieliby przy gigantycznym splocie szczęścia marzyć o wyprzedzeniu Polaków. Z tego właśnie powodu nie może dziwić, że Polska ma szanse na play-offy wynoszące 99,8 procenta. Inaczej być bowiem nie może.